Postanowiłem dodać trochę słów wyjaśnień do mojego ostatniego postu o "pandemii" koronawirusa, ponieważ miał on wydźwięk dość dosadny i mógł urazić część osób, które bardzo wierzą w śmiertelne zagrożenie ze strony tego "nowego" wirusa. Post ku mojemu zdziwieniu spotkał się z bardzo pozytywną reakcją i mnóstwem udostępnień, ale również wywołał głosy krytyczne, co jest zrozumiałe. Spodziewałem się tego, zabierając głos w tak newralgicznej sprawie. Ze względu na powagę sytuacji i szykowanych kolejnych falach wirusa i obostrzeń, uważam za sprawę niezwykle ważną, aby jednak mówić głośno o tym co się dzieje, co mi się nie podoba i z czym się nie zgadzam. Jeśli nie mam racji to w porządku, pokornie przyznam się do błędu, ale co jeśli zarówno ja, jak i wszyscy lekarze, naukowcy oraz inni ludzie, którzy kwestionują tzw. "pandemię" mają rację? Czy to co się wydarzyło i wszystkie problemy z tym związane są w porządku? Uważam, że nie. Mam gdzieś te wszystkie wynurzenia pseudointelektualistów, którzy twierdzą, że jak nie jesteś wirusologiem, to nie masz prawa się wypowiadać, nie masz prawa analizować danych, mam gdzieś, że ktoś mnie posądzi, że wierzę w teorie spiskowe.
Pamiętacie jak na początku "pandemii" zarządzano restrykcyjne lockdowny, szukano ludzi, którzy nawet piątą wodą po kisielu byli podejrzani, że przebywali w jednym miejscu z osobą z podejrzeniem zakażenia koronawirusem? Obecnie mamy tłumy ludzi na plażach, nad jeziorami, na ulicach, na masowych protestach i wszystko jest w porządku, mimo że pcha nam się cały czas narrację o ogromnym zagrożeniu, bezobjawowych nosicielach, totalnej zakaźności wirusa SARS-CoV2. Gdyby te informacje były prawdziwe, to nic takiego nie miałoby miejsca. Wprowadzonoby stan wyjątkowy i wtedy obostrzenia miałyby w końcu jakąś podstawę prawną zgodną z konstytucją. Zamkniętoby plaże, być może nawet powiaty i miasta. Nic takiego nie ma miejsca, ponieważ wirus SARS-CoV2 nie wydaje się groźniejszy niż inne koronawirusy, a także inne schorzenia grypopodobne.
Trwa masowa cenzura wszystkich naukowców, lekarzy, którzy mają odmienne zdanie od narzucanej narracji oficjalnej pod dyktatem WHO. Google cenzuruje już większość wyników z naukowymi analizami i wypowiedziami, które stoją w opozycji od przyjętego paradygmatu. Lekarze ciągani są przed komisje lekarskie, bo ośmielili się wyrazić pogląd uznawany przez nie za kontrowersyjny. To jest obłęd!
Ludzie, którzy nie mają żadnych objawów, a uzyskali pozytywny wynik testu, trzymani są na kwarantannach i nie mają możliwości wyjścia oraz zarabiania. Wielu z nich potraciło prace. Niektórzy siedzą na tych kwarantannach już wiele tygodni, bo im test pokazuje wynik pozytywny, mimo braku żadnych objawów. Z większości krajów europejskich dochodzą informacje o zatrważających danych dotyczących wzrostu depresji, samobójstw i chorób psychicznych. Tymczasem media używają sobie dowoli w generowaniu strachu wśród ludzi. Jak myślicie w kogo najbardziej uderzają te nacechowane paniką i strachem informacje? Przecież nie w ludzi, którzy i tak coraz bardziej wątpią lub zwątpili w "pandemię". One uderzają najbardziej w ludzi, którzy się autentycznie boją. Stres jest olbrzymim wyzwalaczem chorób oraz rozlegle tłumi odproność organizmu. To jest działalność kryminalna straszyć ludzi cały czas ilością zakażeń (nie informując, że większość jest bezobjawowa, a ludzie którzy ciężko przechodzą COVID-19 to osoby najczęściej powyżej 70-tego lub częściej 80-tego roku życia z bardzo poważnymi chorobami, które już mieli). To jak działa stres, nadaktywność ciała migdałowatego na organizm ludzki, w szczególności organizmy z grup ryzyka, osłabione, chorowite lub chore, z niedoborami odporności to jest podstawowa i jasna wiedza. Dlatego to co robią obecnie media i dziennikarze to jest działalność kryminalna, ponieważ przyczyniają się do osłabiania odporności ludzi. Zresztą cała ta panika pandemiczna się do tego przyczynia i jest świetną, samonapędzającą się machiną, która podkręca tylko liczby tej "pandemii". Lekarze boją się wirusa w NFZ i robią teleporady, odraczane są operacje, ludzie zaczynają bać się w ogóle zgłaszać, zwłaszcza jak mają powszechne objawy grypopodobne, ale prywatnie już nie ma strachu i można przyjmować, często nawet bez maseczek, bo wielu lekarzy prywatnie ma swoją dosadną opinię o tej "pandemii", a także o skuteczności bawełnianych maseczek w ochronie przeciw wirusom. To jest cyrk nie z tej ziemi!
Z całego świata słyszymy co rusz o aferach związanych z manipulacją danymi, manipulacją zgonami, przypisywaniem grypopodobnych schorzeń do COVID-19, co widać w statystykach nagłego spadku tego typu schorzeń od momentu ogłoszenia "pandemii". Nawet nie da się już oszacować skali zniekształconych w ten sposób danych. Można logicznie przyjąć, że skala ta jest porażająca. Na dodatek zbliża się kolejny sezon grypowo-przeziębieniowy. Kiedy czytam wypowiedzi niektórych lekarzy, że teraz każdy człowiek z objawami grypy i przeziębienia, powinien być traktowany jako potencjalny pacjent COVID-19, to mi ręce opadają. To jest najlepsza droga, aby wywołać totalny chaos w danych, że kiedy ludzie zaczną chorować na coroczne koronawirusy, grypy i pochodne, to już kompletnie nie będzie wiadomo co jest czym i będzie można dowoli manipulować danymi. Zwłaszcza, że przebieg koronawirusa (potwierdzonego testem pozytywnym) u osoby w młodej lub w średnim wieku ma mniej więcej podobny schemat: albo bezobjawowo albo 2-3 dni objawy mocniejszego przeziębienia i stopniowe ustanie wszelkich objawów.
Znacie Pana Dr Anthony Fauci? To jest dyrektor Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych, był głównym doradcą prezydentów USA w ostatnich latach. Ten Pan również na początku śmiał się z ludzi noszących maski, a potem nakazał je wszystkim nosić. To również Pan powiązany koleżeńsko i biznesowo z miliarderami pokroju Billa Gatesa wraz z jego fundacją. Razem z Billem pcha narrację, że tylko szczepionka sprawi, że wrócimy do normalności. Jednocześnie próbuje zdyskredytować użycie hydroksychlorochiny przez lekarzy, którzy w warunkach "polowych", czyli na pierwszej linii frontu, uzyskują dzięki niej bardzo dobre wyniki i niskie wskaźniki śmiertelności wśród osób z grup ryzyka. Na szczęście internet jest nieoceniony i znaleziono jego publikację z Virology Journal z 2005 roku gdzie sam pisał, że "chlorochina jest potężnym inhibitorem infekcji i wirulencji koronawirusa SARS-CoV" oraz raportował, że "zaobserwowaliśmy silne przeciwwirusowe właściwości wobec infekcji SARS-CoV na komórki ssaków naczelnych. Efekt ten był widoczny zarówno przed jak i po ekspozycji na wirusa, co sugeruje, że może być użyty zarówno jako opcja terapeutyczna, jak i prewencyjna". Oznacza to, że Fauci od 15 lat wiedział o właściwościach chlorochiny oraz jej łagodniejszej formy, czyli hydroksychlorochiny (HCQ) wobec koronawirusów typu SARS-CoV. Wynika z tego, że chlorochina, chinina i hydroksychlorochina mogą służyć jednocześnie jako lek i szczepionka. Fauci w 2005 roku stwierdził, że "koncentracja leku w granicach 10 uM całkowicie likwidowała infekcję SARS-CoV". Jaka szkoda, że teraz ten Pan ma jawny konflikt interesów i razem z naszym wspaniałym ekspertem od epidemii Billem Gatesem chce wcisnąć wszystkim szczepionkę. Kiedy pracowałem w jednym z projektów medycznych w Amazonii w regionach zagrożonych malarią, miałem ze sobą tabletki z chlorochiną. Podczas jednej z prac w terenie bardzo pokąsały mnie komary. Wkrótce po powrocie do Iquitos z dżungli rozwinęły się u mnie objawy wczesnej fazy malarii. Przyjmowałem po 2-3 tabletki chlorochiny dziennie przez 3 dni i wszystkie objawy całkowicie odeszły i więcej się nie pojawiły. Dlatego mam zaufanie do tego leku. Natomiast straciłem kompletnie zaufanie do instytucji pokroju WHO i ekspertów powiązanych z miliarderami, którzy podczas "pandemii" dodatkowo powiększyli swoje wpływy i majątki.
Jeszcze jedna kwestia, bo nie daje mi spokoju. Ciągle słyszymy, że infekcja koronawirusem wywołuje powikłania w postaci zwłóknień w płucach, zatorów i wielu innych poważnych następstw. Co rusz dochodzą nowe. Czytamy, że mogą pojawić się zmiany neurologiczne, choroby psychiczne, bezpłodność i wiele innych. Czy tylko ja mam wrażenie, że to są informacje po raz kolejny bazujące na strachu i lęku. Jeśli większość ludzi przechodzi tego wirusa bezobjawowo, a poważne objawy rozwijają głównie ludzie powyżej 75-tego i 80-tego roku życia, dodatkowo z ciężkimi chorobami współistniejącymi, to czy te wszystkie poważne i groźnie brzmiące następstwa nie są znajdywane właśnie w tych organizmach, ludzi którzy ciężko przechodzą COVID-19? Jeśli tak, to chyba nic dziwnego, że schorowani, starsi ludzie po przejściu ciężkiej infekcji wirusowej, mają te wszystkie powikłania. Mogą być one przecież (i pewnie są) następstwem takiej niesamowitej przypadłości jaką jest starość. Niedługo przeczytamy, że powikłaniem koronawirusa jest choroba Alzheimera, bo to stwierdzono w grupie pacjentów 80+.
Wspomniałem, że rośnie liczba naukowców, lekarzy i ekspertów, którzy mają odmienne zdanie na temat "szalejącej pandemii". Niezależnie czy mają oni rację, czy nie, uważam za chore próby bezwzględnego ich oczernienia i uciszenia. Uważam, że każdy powinien mieć prawo wysłuchać tych głosów, ponieważ jeśli mają oni rację, to mamy do czynienia z jednym z największych oszustw medycznych. Nie może być tak, że profesorowie medycyny wysyłają listy otwarte do Ministra Zdrowia, na które on nie raczy odpowiedzieć, a przez długi czas nawet nie chciał podać zespołu ekspertów, który mu doradza i na jakiej podstawie wydawane są te wszystkie decyzje. Poniżej podrzucam linki do wypowiedzi naukowców, lekarzy i ekspertów, którzy mają dość naciągania i manipulacji danymi oraz psychozy strachu w mediach. Warto z ciekawości chociaż się z tym zapoznać:
Tutaj link do ciekawego wywiadu z lekarzem hiszpańskim: https://www.youtube.com/watch?v=SwlkumcRf6w
Bardzo dobre pytania zadał Prof. dr hab. Ryszard Rutkowski z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku w liście otwartym do Ministra Zdrowia: