autor: Jakub Babicki
 
Dzień dobry wszystkim,
Długo nie zabierałem głosu w związku z sytuacją epidemiologiczną na świecie, ponieważ uważnie przyglądałem się wydarzeniom, a także analizowałem dane. Trzeba przyznać, że ludzie wygenerowali olbrzymią ilość danych na temat wirusa SARS-CoV2, a ich przetworzenie zajęło mi dużo czasu. Mam tu na myśli dane naukowe, a także społeczne śledztwa, w których obywatele wymieniali się między sobą informacjami, statystykami. Do tego doszły wypowiedzi ekspertów z różnych stron świata, wirusologów, immunologów czy lekarzy. Zostały wprowadzone restrykcje, zakazy, środki bezpieczeństwa, gospodarka stanęła. Nie chcę zarzucać Was informacjami, ponieważ rozumiem, że wielu z Was ma powyżej uszu tematu tego wirusa, a większość z Was prawdopodobnie przerobiła ten temat od danych oficjalnych po rubieże teorii spiskowych. Zakazy i nakazy w czasie tej epidemii i skrajne reakcje ludzi wiele powiedziały/mówią o współczesnej kondycji społeczeństw. Chaos informacyjny, sprzeczne informacje docierające z każdej strony, kompromitujące działania WHO oraz słabości wynikające z braku przygotowania na nagłą sytuację epidemiologiczną, wiele z kolei powiedziały nam właściwie o całym systemie ludzkim, w którym funkcjonujemy jako całość. Upadło wiele mitów stabilnego i niezmiennego pędu cywilizacyjnego w stronę pogłębiającej się technologizacji świata i całkowitej cyfryzacji kapitalizmu. Wirusy są z nami prawdopodobnie od zarania dziejów (są trzy teorie: koewolucji, ucieczki i regresji). Mają duży wpływ na procesy ewolucyjne. W przeszłości wielokrotnie wpływały na ewolucję organizmów żywych. Tym razem wirus SARS-CoV2 (mianowany 7 stycznia 2020 przez wirusologa Xiu Janguo) również wpłynął na ewolucję człowieka, nie tyle bioloogiczną (na szczęście nie jest tak śmiertelny jak początkowo zakładano), co mentalną, która może odmienić oblicze świata. Do wielu osób dotarło, że świat nie będzie jednostajnie toczył się do przodu, a przed nami jeszcze wiele wyzwań. Naukowcy od lat próbują uświadomić ludzi, że nadciągną wszystkie konsekwencje dewastującego wpływu człowieka na ekosystemy, a nasza cywilizacja będzie przechodzić gwałtowne i poruszające zmiany. Nowy koronawirus sprawił, że świat zatrzymał się na chwilę. Ludzie zaczęli kupować głównie produkty pierwszej potrzeby (no i dużo papieru toaletowego), co z kolei sprawiło, że wiele firm sprzedających inne produkty notowało znaczące spadki dochodów. Niektóre może nawet przestały istnieć. W niedalekiej przyszłości wiele firm będzie musiało się przebranżowić, aby wytwarzać użyteczne, potrzebne produkty kiedy będziemy mierzyli się z kolejnymi wyzwaniami jako rasa ludzka. Obecna sytuacja pokazała, że nie potrzeba nam kilku tysięcy takich samych firm, sprzedających często to samo w innym opakowaniu. Zmuszeni do siedzenia w domu ludzie, musieli spędzić więcej czasu ze swoimi rodzinami, pomagać sobie nawzajem i nierzadko rozmyślać o swoim miejscu w całym tym zamieszaniu. Również e-lekcje dzieci i młodzieży obnażyły wady systemu edukacji, który od dawna prosi się o porządny lifting. Młodzi ludzie powinni być uczeni najbardziej potrzebnych w przyszłości umiejętności, które wiążą się z wieloma sytuacjami kryzysowymi, jakie nadchodzą. YouTuberzy, piłkarze (bardzo lubię piłkę nożną), modelki itp. staną się bezużyteczni, chyba że elastycznie dostosują się do sytuacji.
W obliczu kryzysu wirusowego, z którym obecnie się stykamy, ludzie zobaczyli również, że rząd jeśli chce, potrafi działać szybko. Wydawać szybkie decyzje i zmieniać je równie szybko, kiedy większość społeczeństwa jest niezadowolona. Nagle okazało się, że można uprościć cały aparat administracyjny, dostosować go do wygody obywatela. Ludzie zaczęli pytać sami siebie, co właściwie robili całymi dniami politycy, którzy w rzeczywistości powinni codziennie pracować intensywnie i wprowadzać decyzje ułatwiające ludziom życie. Powinniśmy jako kraj coraz bardziej uniezależniać się od innych, ponieważ w obliczu poważniejszego kryzysu, to będzie decydowało czy mamy silne państwo, bo każdy w takiej sytuacji troszczy się najpierw o siebie. Proszę zobaczyć co stało się z polskim przemysłem farmaceutycznym i chemicznym. Nie produkujemy podstawowych substancji do syntezy leków, wypuszczamy na rynek znikomą ilość nowych ciekawych leków czy to syntetycznych, czy bazujących na naturalnych substancjach. Wiele wartościowych leków o naturalnym składzie zostało wycofanych, a współczesne zakłady farmaceutyczne zajmują się głównie przepakowywaniem lub łączeniem danych substancji, które głównie importowane są zza granicy. Większość polskich firm została sprzedana, nie mamy zakładów wytwarzających sprzęt medyczny lub mamy ich zbyt mało. Cały czas toczymy dyskusje o legalizacji konopi indyjskich, rośliny używanej w lecznictwie od tysięcy lat. Mamy w Polsce zaplecze naukowe, aby tworzyć hodowle surowca leczniczego na dużą skalę, aby uzyskać polski, dobry produkt, ale nie ma na to zgody, bo wolimy płacić za surowiec z Izraela lub Kanady, przez co jest on droższy i trudniej dostępny dla pacjentów. Tego typu sytuacje uprzytamniają ludziom absurdy współczesnego systemu, a także to, że ludzie wydający kluczowe decyzje dla naszego życia, mogą być po prostu bardzo niekompetentni. Wiadomo bowiem, że najgroźniejszy wirus, z jakim mamy do czynienia, to wirus władzy. Ludzie zaczęli patrzeć na ręce wysoko postawionym osobom, korporacjom, instytucjom. Dzielić się informacjami, jednocześnie dzielić się na tych zdroworozsądkowych i wyznawców teorii spiskowych. Te ostatnie nawet są cenzurowane z najbardziej obleganych przez ludzi serwisów. Łatwo jest przypiąć czemuś łatkę "teorii spiskowej" i nawet jeśli większość z nich jest zmyślona, to jeśli tylko część okaże się prawdziwa, mamy duży problem. Ludzie wierzą w teorie spiskowe, ponieważ widzą, że z tym systemem, w którym żyjemy, jest coś nie tak. Jest chyba oczywistym, że w dużej mierze kształtują go korporacje oraz ludzie posiadający władzę nad światowym przepływem finansowym, a także rodziny, które mają tyle kasy, że mogłyby kupić sobie całe kraje. Pieniądze te mają olbrzymi wpływ na działanie czołowych instytucji naukowych m.in. WHO, CDC i wszystkich im podległych. Ludzie stracili zaufanie do autorytetów, bo zewsząd płyną do nich sprzeczne informacje. Stracili zaufanie do nauki, kiedy okazało się, że 1 na 4 statystyków przyznaje się do oszukiwania w wynikach badań. Mamy obecnie wielki kryzys powtarzalności badań naukowych, a także palące problemy jak organizacja badań pod konkretny wynik, konflikty interesów, korupcje na skalę trudną do wyobrażenia, fałszowanie danych. Wkurza mnie też sytuacja ze szczepionkami. Wierzę w podstawowe zasady immunologii, dobrze przygotowana szczepionka powinna działać i generować bardzo niskie ryzyko reakcji niepożądanych. Teraz każdy człowiek to antyszczepionkowiec (nieważne czy rodzic, czy lekarz), gdy zaczyna mówić o potrzebie uregulowania kalendarza szczepień, zasadności niektórych szczepień, a szczególnie konieczności szczepienia noworodków w fazie kiedy układ nerwowy, układ pokarmowy i układ immunologiczny dopiero się formuje i każdy element wprowadzony do tego delikatnego procesu, jest bardzo istotny z punktu widzenia fizjologii organizmu. Ludzie zaczęli przyglądać się bezpieczeństwu szczepień. W niektórych miejscach przybrało to formę fanatyzmu, ale w innych jest to rzeczowa dyskusja np. o badaniach, które należy noworodkom zlecić zanim poda im się jakikolwiek preparat szczepionkowy, aby upewnić się, że nie należy np. do grupy wykluczenia ze szczepień do któregoś roku życia. Ludzie zaczęli uważniej czytać ulotki szczepionek, z których dowiedzieli się, że są to silne preparaty, które znacząco ingerują w fizjologię organizmu. Rodzice, których dzieci zostały przez szczepienia uszkodzone zderzyli się ze ścianą bezdusznego systemu medycznego. Było już wiele afer związanych ze szczepieniami, nic dziwnego, że ludzie stają się podejrzliwi. Problemem jest również transport i przechowywanie tego typu preparatów, a także ścisła kontrola ich jakości. To są bardzo istotne preparaty. Są obowiązkowe i wstrzykiwane większości noworodków, a następnie młodym ludziom i dorosłym. Tym bardziej dziwie się, że jest tak duży problem z przejrzystością zgłaszania niepożądanych odczynów (ilość zgłoszeń w stosunku do ilości niezgłoszonych przypadków lub zatajonych, myślenie w stylu: skoro po szczepieniu wystąpiły objawy niepożądane, to przyczyna musi leżeć gdzie indziej niż w szczepionce), jest też problem z kontrolą jakości tych preparatów. Skoro wstrzykuje się je dzieciom, to obowiązkiem wszystkich laboratoriów działających przy SANEPIDach powinno być badanie składów wybranych szczepionek z każdej partii i publikowanie pełnej dokumentacji odnośnie składu chemicznego na stronach w plikach PDF do wglądu dla każdego obywatela. Nie może być tak, że się tego dokładniej nie kontroluje i jest problem z uzyskaniem tego typu danych. To samo powinno się tyczyć szczepień na grypę - przejrzyste informacje - które z losowo wybranych szczepów wirusa zostało użytych w danym preparacie i dlaczego, jaka jest % szansa, że szczepienie ochroni organizm przed grypą, a także dokładne badania składu szczepionki i ich publikacja w pliku PDF, gdzie każdy szybko i łatwo może się z takimi danymi zapoznać. Jeżdżę na różne konferencje, kongresy medyczne i spotykam lekarzy, farmakologów, genetyków, immunologów z różnych części Polski. Słyszę w tych środowiskach coraz większe wątpliwości odnośnie zagadnień, które przedstawiłem wyżej. Sam chciałbym być ojcem i jestem tym wszystkim skonfundowany, a także zniesmaczony. Co ja mam sobie myśleć jak któryś z kolei lekarz mówi mi, że nie szczepi na nic swoich dzieci i siebie lub wykonuje jedynie wybrane szczepienia, które sam musi ściągać, aby mieć te "z lepszym składem", ale i to dopiero po którymś roku życia. To co teraz mają zrobić ci wszyscy rodzice, którzy nie mają dostępu do takich informacji lub nie stać ich na samodzielne kupowanie i szukanie szczepionek z lepszym składem, a tym samym mniejszą szansą na NOPa. To samo obserwuje w temacie technologii 5G i wpływu promieniowania elektromagnetycznego na zdrowie ludzi. Korporacje przedstawiają swoje badania i przekonują, że nie ma żadnego zagrożenia. Tymczasem ja pamiętam jak tylko wchodziła ta technologia telefonii komórkowej - 2G, 3G i 4G, w latach 90-tych i 2000 od początku mówiło się o ich wpływie na zdrowie. Zalecano nie rozmawiać zbyt długo, nie trzymać telefonu przy głowie, nie nosić przy narządach rozrodczych itp. Dzieci w szkołach robiły eksperymenty gdzie rośliny sadzone wokół routera Wi-Fi rosły o wiele gorzej. Teraz mam uwierzyć, że zagęszczenie anten i zwiększenie sumy promieniowania, a także podwyższenie 100-krotne norm, nie będzie miało żadnego wpływu na nasze zdrowie. My dopiero zaczynamy poznawać wpływ tego typu urządzeń i promieniowania na środowisko. Są to dziedziny rozwojowe, ponieważ instalujemy wokół siebie coraz więcej tego typu urządzeń-emiterów. Do tego nasz organizm kryje tak wiele tajemnic, że współczesna nauka odkryła jedynie namiastkę całości procesów, które dzieją się w naszym ciele, nie mówiąc już o czynnikach zewnętrznych, które mogą na to ciało mieć wpływ. Ponad 240 naukowców, którzy całe życie badają biologiczny i zdrowotny wpływ niejonizujących pól elektromagnetycznych (EMF) opublikowało oficjalne wezwanie do ściślejszych restrykcji co do ekspozycji na te rodzaje pól, a także wyraziło głęboką obawę o długotrwałe skutki tego promieniowania na systemy biologiczne, czyli człowieka i środowisko. Ci naukowcy zajmują się tym zawodowo, publikują w peer-review żurnalach naukowych i mają razem ponad 2000 publikacji dotyczącymi efektów niejonizującego promieniowania (https://emfscientist.org/). Większe zagęszczenie anten to na pewno świetny pomysł! Nic dziwnego, że ludzie tracą wiarę w oficjalne źródła informacji.
W wielu krajach wirus SARS-CoV2 wywołujący objawy zespołu ostrej niewydolności oddechowej (nazwanej COVID-19) został potraktowany bardzo poważnie, co było dobrą decyzją, ponieważ nie wiedzieliśmy i po dziś dzień do końca nie wiemy z czym właściwie mamy do czynienia. Nie będę się zagłębiał w statystyki, ponieważ sytuacja nadal się rozwija i po wakacjach oraz na początku przyszłego roku, będziemy dysponować większą ilością danych. Pochodzenie tego koronawirusa jest niejasne. Analizy budowy wirusa SARS-CoV2 nie pozwalają jednoznacznie stwierdzić czy wirus ten pokonał barierę gatunkową i przeskoczył z poprzedniego żywiciela (nietoperza - rhinolophus lub łuskowca - manis) czy został wzmocniony w laboratorium. Praca "The proximal origin of SARS-CoV2" opublikowana w Nature nie wyjaśnia tej kwestii również, ponieważ kluczowe elementy są nadal spekulacją. Służby amerykańskie (i nie tylko) rozpoczęły śledztwo w sprawie sztucznego pochodzenia SARS-CoV2, a także przeciwko WHO. Zobaczymy jakie wyniki ono przyniesie. Zatem potraktowanie tego wirusa jako potencjalnego uciekiniera z laboratorium, czyli broni lub bomby biologicznej było uzasadnione. Choć zamknięcie granic i zastosowanie czasowych restrykcji wdrożono za późno, a odpowiednia koordynacja działań jest w takich przypadkach kluczowa, to i tak udało się rozłożyć krzywą zachorowań w czasie. To co nastąpiło później w większości środków masowego przekazu było potęgowaniem chaosu informacyjnego wokół całej sytuacji. Działania większości rządów w obliczu chaosu oraz zetknięcia się z nowym zagrożeniem, były prowadzone po omacku. Szczęśliwie wirus okazał się być mniej zjadliwy niż początkowo zakładało WHO. Atakuje głównie osoby po 70 roku życia, które najczęściej mają też inne choroby (to jest około 81-90% wszystkich infekcji). Większość osób przechodzi go bezobjawowo, co właściwie uniemożliwia nam kontrolę rozprzestrzeniania się tego wirusa. Prawdopodobnie wirus na stałe wbuduje się w nasze środowisko, przez co także może osłabić swoją aktywność (mutuje znacznie wolniej niż wirusy grypy - około 1-2 mutacje na miesiąc, czyli 12-24 mutacje rocznie). Nie wiemy jeszcze jakie długotrwałe efekty może wywołać ten wirus. Wiemy, że liczba objawów jest spora. Wirus może atakować też męski układ rozrodczy i zwiększać ryzyko bezpłodności. Niemniej może to również robić szereg innych czynników. To również przyczynia się do pogłębiania chaosu informacyjnego, ponieważ trudno uzyskać w tej sytuacji obiektywne dane. Koronawirusów jest co najmniej kilkaset, funkcjonują w naszym środowisku bardzo długo i odpowiadają za większość infekcji grypodobnych, zapaleń płuc, oskrzeli, gardła. Są one do siebie podobne. Czytałem, że mamy duży problem z testami wykrywającymi materiał genetyczny. Potrafią dawać różne wyniki (fałszywie-dodatnie i fałszywie-ujemne) i nie jesteśmy w stanie przewidzieć na jaką skalę prowadzone statystyki zawierają tego typu zniekształcone dane. Ponoć nie możemy być nawet pewni, że test wykrywa tego konkretnego koronawirusa, a nie innego, nam nieznanego, a bliskiego budowie SARS-CoV2. Nie wiadomo już więc czy mamy styczność z przeszacowaniem czy niedoszacowaniem. Do tego jest również problem z diagnozowaniem przyczyny zgonu pacjentów. Tutaj też łatwo manipulować danymi, o czym wspominają niektórzy wirusolodzy. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę informacje o potencjalnych odszkodowaniach pieniężnych za każdego pacjenta ze zdiagnozowanym COVID-19, a także pacjenta wymagającego intubacji (mam tu na myśli informacje o amerykańskich odszkodowaniach dla szpitali za pacjentów z COVID-19, ale należałoby to jeszcze sprawdzić). Nie znam się na ubezpieczeniach, ale tam gdzie wchodzą niemałe pieniądze, tam jest duże pole do manipulacji danymi.
Jest jeszcze jeden bardzo ważny mit, który został dotknięty przez tę epidemię. Chodzi o mit na temat kontroli własnego życia przez człowieka. Nagle dotarło do nas, że co roku umiera masa ludzi na różne schorzenia. Co roku mamy pandemię nowotworów, chorób układu krążenia, układu oddechowego. W 2010 roku na schorzenia ukł. krążenia zmarło 174 003 Polaków. Na dalszych miejscach są choroby układu oddechowego (zapalenie płuc, przewlekłe choroby dolnego ukł. oddechowego), układu trawiennego (przewlekłe choroby wątroby). Dane: Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego, 2012. Największe żniwo w Polsce zbiera co roku choroba niedokrwienna serca (90 000 osób), nowotwory, udary mózgu (35 000), miażdżyca (30 000), choroby płuc (głównie POChP - 15 000 osób, co roku rozpoznaje się około 200-300 tysięcy zachorowań na POChP, szacowana ilość nieświadomie chorujących Polaków to około 2 000 000), cukrzyca (6 500 zgonów rocznie, na cukrzycę typu 2 cierpi około 2 000 000 Polaków, ponad 40% nie zdaje sobie sprawy z tego, że choruje!). “Sytuacja zdrowotna ludności Polski i jej uwarunkowania”, PZH. Około 14 mln ludzi rocznie na świecie choruje na nowotwory, ponad 8 mln ludzi umiera rocznie; co roku notuje się blisko 155 000 zachorowań na nowotwory złośliwe wśród kobiet i mężczyzn; roczna umieralność na poziomie 92 000 zgonów (Polska, dane na 2010 r.). Liczby te rosną, ponieważ tryb życia pogarsza się wraz z pogłębiającą się industrializacją dyrygowaną przez wielkie korporacje. Ujednolicenie produktów, wysokie przetwarzanie żywności, stopniowa eradykacja rynków, lokalnych sklepów, lokalnych upraw żywności i mnóstwo innych czynników, w tym środowiskowych, wpływa negatywnie na zdrowie człowieka, osłabiając jego odporność. Układ immunologiczny to bardzo enigmatyczne pojęcie. Jest to tak złożony mechanizm, że nadal znamy jedynie część podstaw jego działania. Liczba procesów, które się dzieją w obrębie układu immunologicznego jest niewyobrażalna, ponieważ angażuje szereg czynników. Część z nich poznaliśmy i nazwaliśmy m.in. cytokinami, interleukinami, neutrofilami, makrofagami itd. Badanie mechanizmów koordynujących interakcje wszystkich elementów wydzielanych przez każdy moduł układu odpornościowego, jest kluczowe w poznaniu jego działania. Wiele już poznaliśmy, ale wciąż jest na tym polu wiele do odkrycia. Niemniej prawidłowy system odpornościowy chroni człowieka przed większością niekorzystnych czynników zewnętrznych. Ludzie czasem myślą o sobie jako oddzielnych organizmach od natury. Zamknęliśmy się w domach i mamy złudzenie odgrodzenia od surowego i dzikiego świata natury ze wszystkimi jej mieszkańcami. Tymczasem my cały czas jesteśmy częścią tego ekosystemu. Mamy w sobie bakterii więcej niż komórek w ciele, różne mikroorganizmy cały czas krążą wokół nas, przenikają nas i w każdej chwili mogą wywołać dowolną chorobę. To prawidłowo działający system immunologiczny chroni nas każdego dnia przed najróżniejszymi antygenami. Kiedy jest on osłabiony lub upośledzony, organizm staje się podatny na nieokreślony czynnik chorobotwórczy. Dlatego istotne jest dbanie o odporność. Czynników, które ją osłabiają jest dość dużo. Nie mam czasu się w to zagłębiać w tej chwili. Z wiekiem nasz organizm w wyniku skracania telomerów, starzeje się, a jego układ immunologiczny jest podatny na zaburzenia. Dlatego osoby starsze, ponadto z towarzyszącymi chorobami, często chorują na infekcje zakaźne. W podeszłym wieku różne infekcje kończą się zgonem. Samych zgonów z powodu zapaleń płuc o niezidentyfikowanym bliżej czynniku zakaźnym jest rocznie około 8534 (dane GUS na 2018 r.). Dodając do tego wszystkie przypadki innych schorzeń grypodobnych i innych zapaleń układu oddechowego, otrzymamy przygnębiające liczby. Uświadamiają nam one, że cały czas żyjemy z oddechem śmierci na plecach. Często wypieramy to, oddalamy od siebie myśl, że nasze życie prędzej czy później dobiegnie końca na tej planecie. Każdego dnia działają na nas nieprzewidywalne siły przyrody, której jesteśmy nierozerwalną częścią, a którą zaburzamy w sposób drastyczny. Obserwuje lokalne ekosystemy na przestrzeni wielu lat i widzę jak się zmieniają pod wpływem działalności człowieka - blakną. Osłabiamy ekosystemy przez zaśmiecanie, wnikanie w glebę odpadów medycznych (w tym leków), wylesianie, bezsensowne odstrzały dzikich zwierząt (np. bobrów, które naturalnie żyją przy korytach wodnych, budują tamy, regulują gospodarkę wodną w obrębie swoich siedlisk) i wiele innych działań. Spada bioróżnorodność, promowane są monokultury, jest to idealne środowisko dla proliferacji wszelkich niekorzystnych organizmów. To też jest przyczyną migracji kleszczy, spadku populacji ich naturalnych wrogów. W rzeczywistości każdy większy las powinien być traktowany jak miejsce święte, eksploatowany w niezbędnym minimum, do produkcji niezbędnych dla ludzi, a nie podług kapitalistycznego pędu rynkowego. Każdy las stałby się wtedy dzikim i zdrowym ekosystemem. Każde odwiedziny w nim byłyby przygodą. Natura miałaby szansę zadbać o równowagę. Człowiek mógłby regulować sieć takich ekosystemów, ale tylko w niezbędnym minimum. Ponadto w miastach zamiast pozbywać się roślinności, należałoby zwiększać jej ilość, co wpłynęłoby korzystnie na samą przyrodę miejską, a także na zdrowie i życie człowieka. To jest teraz istotne. Niedawno ukazały się badania, które sugerują, że częstotliwości GSM (900 Mhz) przyciągają kleszcze. To może być więc dodatkowy czynnik ich migracji do miast i na nasze podwórka. Dla tych pajęczaków na skraju lasu lub łąki, nasze aglomeracje mogą świecić jak pochodnia nasączona benzyną, zapraszając je do nas. Zaburzyliśmy ekosystemy na tak wielu poziomach, że zbieramy i będziemy zbierać tego przykre konsekwencje. Jest tyle tematów, które można tu podjąć np. pestycydy, mikroplastik, bisfenole, ale to za dużo. Powinniśmy też siać całe pola konopi, plantacje powinny być w całej Polsce, to niezwykle korzystna roślina, pochłaniająca część promieniowania. Mogę sobie tylko wyobrazić jak wyglądałby nasz krajobraz z wielohektarowymi polami konopi, z pasami roślin odstraszających owady na skraju łąk i lasów, z niezaburzanymi łąkami kwietnymi sadzonymi tam gdzie jest to możliwe. Niestety światem rządzą globalne interesy, wszędzie przewijają się te same nazwiska, rządzi kasa. Ci co mają jej najwięcej, oni ustawiają ten system i większość jego elementów. Prowadzi to do zaburzenia więzi człowieka z przyrodą. Tym samym osłabiany jest nasz system odpornościowy, otoczeni urządzeniami ze sztuczną inteligencją, która coraz bardziej nas od siebie uzależnia, jednocześnie agregując wszystkie możliwe dane biometryczne o użytkowniku. Spotkałem się z opinią, że sieć 5G nie jest dla nas (bo nam niepotrzebne jest oglądanie filmu w HD na komórce na przystanku autobusowym), tylko jest to technologia dla systemów AI, które globalnie uczą się naszych trendów. Generalnie zbierane są dane z wszelkiej aktywności człowieka, aby stworzyć coś na wzór globalnego cyfrowego umysłu. Marzeniem transhumanistów jest wygenerowanie w tym cyfrowym umyśle osobliwości lub chociażby globalnego cyfrowego awatara ludzkości. Jest tylko pewien problem. Systemy AI analizują większość danych, które przetwarzają przez filtr globalistycznej, kapitalistycznej i popkulturowej wersji świata, która niekoniecznie jest naszym naturalnym środowiskiem i nie służy nam zbyt dobrze, co widać po statystykach medycznych dotyczących chorób fizycznych i psychicznych. Zatem większość tych danych z tzw. trendów jest już z góry narzuconym błędem. Ciężko o jakieś badania porównawcze, ponieważ tkwimy w tym kiedy już się rodzimy. Kto wie czy jeśli współczesne szkoły uczyły by dzieci w sposób profesjonalny technik pracy z umysłem, medytacją, radzenia ze stresem, myślami, uczuciami, jednocześnie rozwijanoby zdolności intuicji, czytania w myślach i innych zdolności ESP, to osiągnęlibyśmy wzrost wskaźników behawioralnych, a także wzrost tego typu zdolności w życiu jednostki, a także w przyszłych pokoleniach. Sądzę, że tak właśnie by było, widząc wyniki eksperymentów globalnych medytacji, a także indywidualnych umysłów na generatory liczb losowych. Wiemy, że występowanie zdolności ESP u ludzi jest statystycznie znaczące, nie wiemy jednak czy efekt ten nie byłby znacznie większy, gdybyśmy od najmłodszych lat brali udział w treningach ESP.
Wracając do wirusa SARS-CoV2. W związku z jego pochodzeniem jest kilka ciekawych elementów. Powoduje on wiele różnych objawów, co jakiś czas dochodzą nowe. W 2015 roku naukowcy z Uniwersytetu Północnej Karoliny opublikowali pracę, w której opisują stworzenie wzmocnionej wersji koronawirusa SARS o wysokiej zakaźności w stosunku do ludzi. Współautorem tej pracy była Zheng-Li Shi, która pracowała w Instytucie Wirologii w Wuhan, mieście skąd wirus rozprzestrzenił się na cały świat. Od 2014 roku otrzymywała szereg grantów naukowych na prowadzenie badań nad koronawirusami. W 2015 roku została stworzona hybryda wirusa koronowego wyodrębnionego z nietoperzy. We wspomnianej pracy opublikowanej w Nature możemy przeczytać, że "stworzenie hybrydowej wersji koronawirusa z nietoperzy, powiązanego z wirusem powodującym SARS (ostry zespół niewydolności oddechowej) wznowił debatę czy tworzenie tego tybu laboratoryjnych wariantów wirusowych o potencjale pandemicznym jest warte ryzyka" oraz "niemal wszystkie koronawirusy wyizolowane z nietoperzy nie są w stanie łączyć się z kluczowymi ludzkimi receptorami". Dalej można przeczytać "inne eksperymenty pokazały, że wirus w dzikich nietoperzach musi wyewoluować, aby zacząć zagrażać jakkolwiek człowiekowi - zmiana ta może się nigdy nie zdarzyć, choć nie można tego ostatecznie stwierdzić. Baric i jego zespół odtworzył dzikiego wirusa z sekwencji jego genomu i stwierdził, że rośnie on słabo w kulturach ludzkich komórek i nie powoduje żadnej znaczącej choroby u myszy". Niektórzy eksperci wirusologii wystosowali nawet oficjalny apel, aby zaprzestać tego typu badań nad tworzeniem wzmocnionej hybrydy koronawirusa, ponieważ jego nawet przypadkowe wydostanie się, może być nie do przewidzenia przez żaden model. Wobec takich informacji realne rozważanie sztucznego pochodzenia wirusa SARS-CoV2 jest jak najbardziej zasadne, choć oczywiście niepoprawne politycznie, a także z góry odrzucane przez ludzi, którzy wierzą, że żyją w świecie pozbawionym spisków, przekrętów i działań na szczytach piramidy władzy.
Na szczęście okazało się, że wirus nie jest tak śmiertelny, jak się obawiano. W tej chwili mamy na świecie 3,170,248 przypadków; 220,303 zgonów i 979,181 ludzi wyzdrowiało. To znaczy, że ludzie zdrowieją przy korzystaniu z różnych form terapii, łączenia kilku leków. Podaje się dożylnie witaminę C i cynk, obiecująca jest chinina, chlorochina i hydroksychlorochina, leki przeciwwirusowe np. remdesiwir, lopinawir, terapia interferonem-B. Popularnością cieszy się też lek rosyjski Umifenovir, łączony w Chinach z darunawirem w leczeniu COVID-19. Według danych z italiaora.org (bazującej na danych istat) we Włoszech od początku roku 2020 zmarło 219,069 ludzi. Według statystyk z roku 2019 w analogicznym okresie we Włoszech zmarło 237,994 ludzi. Są to dane pokrzepiające, ponieważ sugerują, że wirus SARS-CoV2 nie przyczynił się aż tak znacząco do wzrostu ogólnej śmiertelności we Włoszech. Prowadzone są też aktywne naukowe poszukiwania naturalnych substancji mogących leczyć COVID-19. Przeskanowano w ten sposób już wiele surowców naturalnych metodami tzw. molekularnego dokingu (molecular docking) i znaleziono wiele potencjalnych substancji inhibitujących wnikanie, namnażanie i aktywność wirusa powodującego COVID-19. Naukowcy szukają inhibitorów enzymów ACE2 (enzym konwertujący angiotensynę) oraz transmembranową proteazę (TMPRSS2), dwa kluczowe czynniki umożliwiające wirionom łączenie się z powierzchnią komórek przez wiązanie glikoproteiny S z receptorami ACE2 oraz aktywacji TMPRSS2. Mamy również obiecujące badania nad eukaliptolem, jednym z głównym składników olejku eterycznego z eukaliptusa. W pracy pt. "Eucalyptol (1,8 cineole) from Eucalyptus Essential Oil a Potential Inhibitor of COVID 19 Corona Virus Infection by Molecular Docking Studies", autorzy twierdzą, że związek ten może być znaczącym inhibitorem infekcji COVID-19. Dodatkowo mamy wiele innych sustancji naturalnych, leków roślinnych od dawna wykorzystywanych do leczenia infekcji dróg oddechowych wywołanych koronawirusami. Nie rozumiem dlaczego narracja oficjalna nie skupia się na tego typu wiadomościach, a cały czas podkręca strach przed wirusem i forsuje zbawienny wpływ szczepionki. O ile wiem na SARS do dziś nie powstała szczepionka. Natomiast ze skutecznością szczepień na grypę bywa różnie. Sądzę, że skuteczność szczepionki na COVID-19 będzie porównywalna ze szczepieniem na grypę. Na dodatek może być słabo przetestowana jeśli wprowadzi się ją zbyt szybko. Swoją drogą czołowi lekarze brytyjscy ostrzegali, że osoby, które szczepiły się na grypę mogą mieć o wiele cięższy przebieg COVID-19. Z kolei osoby wyszczepione przeciw gruźlicy miały mieć łagodniejszy przebieg COVID-19. Ja już w lutym pisałem, że wirus SARS-CoV2 (jeszcze wtedy nCoV-2019) może być leczony znanym naturalnym lekiem przeciwwirusowym i przeciwbakteryjnym - ekstraktem z pelargonii afrykańskiej, rośliny która była bardzo skuteczna podczas epidemii gruźlicy. Ekstrakt z Pelargonium sidoides badany jest również pod kątem obiecującego działania hamującego wnikanie wirusa HIV-1 do komórek ludzkich. Czekanie na szczepionkę jak na wybawienie od problemów jest absurdalne. To są silne leki, które wymagają lat badań, a nawet wtedy dzieją się nieprzewidziane afery. Zresztą od swoich początków szczepienia miały swoje problemy. Weźmy sobie taką gruźlicę. W 1890 roku Koch ogłosił wynalezienie szczepionki przeciwko gruźlicy. Wprowadzono ją zbyt szybko i prędko wycofano, ponieważ spowodowała wiele zgonów. W 1924 roku Calmette i Guerin upowszchniali kolejne wersje szczepionek, które powodowały liczne skutki uboczne, natomiast niektóre partie zawierały aktywne bakterie i po szczepieniach noworodki zarażały się gruźlicą. Ostatecznie udoskonalone wersje szczepionki uznano za ogromny sukces medycyny i coś co przyczyniło się do znacznej redukcji liczby zgonów z powodu gruźlicy.
Niezależnie od teorii dotyczącej nowego koronawirusa, trzeba przyznać, że ciężko uzyskać w pełni miarodajne dane. Jest tu olbrzymie pole do manipulacji. Ponadto WHO straszy ludzi, że przechorowanie COVID-19 nie gwarantuje w żadnym stopniu uodpornienia. Raz zamieszczają wpisy, że posiadanie przeciwciał nie gwarantuje ochrony przed ponownym zarażeniem. Umieszczają, by zaraz ten wpis usunąć, zorientowawszy się, że tymczasem strzelają sobie w stopę w temacie szczepionki na COVID-19, na którą tak czekają. Szczepionka ma przecież wytworzyć przeciwciała i zaprogramować odpowiedź immunologiczną. Zgodnie z ich wpisem, nie ma to prawa działać. Dlaczego w dużej mierze WHO finansowane jest przez filantropów pokroju Billa Gatesa oraz koncernów farmaceutycznych, którzy zaangażowani są aktywnie w produkcję szczepionek. Czy nie zachodzi tu konflikt interesów. Ktoś w końcu te szczepienia produkuje i sprzedaje, a nie ma chyba bardziej opłacalnego leku, niż szczepienia, które muszą być kupione przez wszystkich i wstrzyknięte wszystkim. Obecnie ludzie zaczynają dostrzegać operacje finansowe na ogromną skalę dziejącą się między różnymi fundacjami, koncernami, a kluczowymi organami decyzyjnymi takich organizacji jak WHO lub CDC. Służby amerykańskie na polecenie Donalda Trumpa obecnie badają te finansowe zależności, potencjalną korupcję, lobbing i konflikty interesów zachodzące na szczytach WHO i CDC oraz powiązań WHO z rządem Chin. Nawet jeśli to teoria spiskowa, to wielu tym faktom warto się przyjrzeć. Wirus może nie jest tak groźny jak Ebola, ale był na tyle groźny, aby wywołać zatrzymanie światowej gospodarki i sytuacje kryzysowe niemal na całym świecie.
Są również teorie spiskowe dotyczące powiązania wirusa SARS-CoV2 z siecią 5G. Do każdej teorii podchodzę z otwartym umysłem. Moim zdaniem jedyna konfiguracja, w jakiej mogłoby to się ze sobą wiązać jest następująca. Wuhan było pierwszym miastem, gdzie uruchomiono na pełną skalę technologię 5G w ramach tzw. smart city. W grudniu 2019 roku na instagramie ludzie zaczęli wrzucać straszne filmy z Wuhan, gdzie ludzie leżeli na ulicach, niektórzy w kałużach krwi. Były to przerażające materiały, które powinny już wtedy zadecydować o natychmiastowym zamknięciu granic. Technologia 5G wykorzystuje różne pasma częstotliwości, od tych które uchodzą za nieszkodliwe, do tych, które mogą jednak mieć mocny wpływ na zdrowie człowieka. Jeśli w Wuhan odbył się test tej technologii w zakresach częstotliwości, które mają potencjał wywołania szeregu problemów zdrowotnych (60 Ghz), jednoczesne pojawienie się nowego wirusa (bardzo zakaźnego, ale nie na tyle groźnego by generować miliony zgonów), mogłoby przykryć negatywne skutki takiej technologii. Dziwnym trafem kiedy ludzie byli zamknięci w domach w kilkudziesięciu lub nawet więcej krajach na świecie następowała skoordynowana akcja wdrażania technologii 5G. Jeśli spojrzymy jakie objawy daje popromienne zapalenie płuc (manifestuje się takimi objawami klinicznymi jak suchy kaszel, gorączka, duszność wysiłkowa, ból w klatce piersiowej), to w tym chaosie informacyjnym, ze sprzecznymi danymi, podatnymi na manipulację, ciężkie może być faktyczne odróżnianie COVID-19 z innymi problemami zdrowotnymi, wynikłymi z sumy promieniowania zagęszczonych sieci 5G. W ten sposób można wykorzystywać wirusa w "nieskończoność", co może być świetną przykrywką dla potencjalnie szkodliwego działania sieci 5G, 4G i innych. To tylko teoria spiskowa, ale staram się rozkminić sposób w jaki miałaby ona choć częściowo rację bytu, co nie znaczy, że w nią wierzę. Jeśli słuszna jest teoria, że światem rządzą psychopaci z nieograniczonymi funduszami, którym marzy się redukcja populacji i całkowita cyfrowo-cybernetyczna kontrola nad cywilizacją zurbanizowaną, to taki scenariusz by mnie nawet nie zdziwił. Przestałem już dawno łudzić się, że jakimkolwiek korporacjom, koncernom czy elitom zależy abyśmy byli zdrowi, świadomi, myśleli samodzielnie i rozwijali się duchowo. System wydaje się być tak ustawiony, że raczej jest na odwrót. Wszystko do góry nogami.
Noszenie maseczek ma sens jeśli blokują one organizmy o średnicy 60-140 nm (nanometr = 1 milionowa milimetra). W przeciwnym razie są one bezużyteczne, a stają się wręcz (wraz z rękawiczkami) sporym zagrożeniem epidemiologicznym. Źle używane mogą powodować problemy zdrowotne, do tego walają się po ulicach, wiatr roznosi osiadłe tam mikroorganizmy, wydzieliny itp. Większy sens ma globalna edukcja prozdrowotna i naturalne podnoszenie odporności. Jak tu jednak podnosić odporność jak ludzie boją się chodzić do lasu i na polany przez wysyp kleszczy spowodowany naszym gównianym zarządzaniem naturalnymi zasobami tej planety. W każdym razie podczas kwarantanny ludzie zobaczyli, że cały ten system w jakim żyjemy jest umowny. W obliczu rzeczywistego naruszenia statusu quo, jawi się jako pewnego rodzaju iluzja. Ludzi straszy się załamaniem gospodarki itp. W rzeczywistości prawdziwym kapitałem i prawdziwą gospodarką są właśnie ludzie sami w sobie. To oni prowadzą firmy, kupują, pracują, są w stanie przebranżowić się w czasach kryzysu. Są w stanie tworzyć lokalne gospodarstwa wytwarzające warzywa i innego rodzaju żywność. W czasach nadchodzących kryzysów klimatycznych, mogą one okazać się kluczowe. To w końcu ludzie są realnym motorem całego systemu i oni go napędzają, dzięki ludziom on funkcjonuje. Każdy człowiek wykonujący jakiekolwiek usługi może stworzyć własną walutę, która może być respektowana przez kogokolwiek innego na zasadzie zrobiłeś coś dla mnie, ja zrobię dla Ciebie. Ludzie sobie poradzą, ponieważ mogą działać poza systemem jeśli zechcą. Upaść mogą co najwyżej firmy produkujące badziew, lub firmy produkujące to samo w innych opakowaniach, ale nie ludzie. Nie dziwie się tak silnej wierze w teorie spiskowe (swoją drogą ta nazwa mnie denerwuje, została wprowadzona celowo przez służby, aby debunkować narrację alternatywną od rządowej), ponieważ nasza rzeczywistość wydaje się być dokładnie jej częścią. Ostatnio Pentagon oficjalnie potwierdził autentyczność filmów, które przedstawiają śledzenie przez pilotów myśliwców obiektów w kształcie tik-taka, które wykonują niemożliwe z punktu widzenia znanej nam fizyki ruchy. Żadna to nowość skoro od lat mówią o tym wysoko postawieni wojskowi, byli astronauci, inżynierowie i fizycy powiązani z wojskowymi projektami badawczymi. Nie jest tajemnicą, że to wojsko zgarnia najlepszych naukowców. Część z nich pracuje nad technologiami, niedostępnymi opinii publicznej. Ogromne sumy idą na projekty badawcze prowadzone przez wojsko. O większości tych prac nie usłyszymy nigdy lub z dużym opóźnieniem. Jak zatem wymagać od ludzi by nie wierzyli w teorie spiskowe, kiedy cały świat stoi na głowie.
Jeszcze szybki przepis na środek dezynfekcyjny:
izopropanol 70% 980 części
olejek ekuliptusowy 10 części
kwas mlekowy / kwas octowy 10 części
MDS. składniki dokładnie wymieszać. Używać do spryskiwania, dezynfekcji. Można umieścić w butelkach ze spryskiwaczem do odkażania skóry i różnych przedmiotów. Można odkażać maseczki. Izopropanol nie drażni skóry bardziej niż zwykły etanol, toteż nadaje się do dezynfekcji skóry. Oczywiście należy zachować rozsądek w jego używaniu.
To były moje wolne przemyślenia. Proszę potraktować je z dystansem, gdyż ja sam dystansuje się do całej sytuacji, ponieważ jest ona rozwojowa, ma na nią wpływ zbyt wiele czynników. Do tego jest kocioł informacyjny i trwające śledztwa, badania w kilku kluczowych kwestiach związanych z epidemią. Życzę Wam w tym czasie wiele spokoju i zdrowia, szukajcie informacji, kopcie, czytajcie, sprawdzajcie, weryfikujcie i dzielcie się nimi.
Ciekawe źródła:
 
 
Znam stopniowanie w metodzie naukowej oraz jak wygląda proces peer-review. Dlatego jest teraz idea publikowania surowych danych, bez obróbki lub z obróbką minimalną, ułatwiającą przejrzystość. Metoda naukowa to najlepsze narzędzie jakim dysponujemy, aby badać otaczającą rzeczywistość. Niestety jest ona narażona na zniekształcenia, tak jak zniekształcony może być nasz odbiór wąskiego spektrum docierających do mózgu wrażeń. W nauce chodzi o to, aby wciąż coś podważać, ponieważ umownie przyjmujemy, że znamy i rejestrujemy jedynie skrawek rzeczywistości i zniekształcamy go ludzką perspektywą. Poza ludzką są inne perspektywy odbioru świata np. zwierzęca, roślinna, owadzia i wszelkie inne, których nie rozumiemy lub poznaliśmy słabo. Dlatego musimy zakładać, że mylimy się już na starcie. Zadaniem nauki jest rzeźbienie w tej niewiedzy i próba jej ukształtowania w zrozumiałą, logiczną i ostateczną rzeczywistość, której istnienie jest podstawą całej wykładni naukowej. Można dyskutować czy coś takiego jak ostateczna, niezmienna rzeczywistość właściwie funkcjonuje, niemniej warto przywołać tu słowa Nicholasa Humphrey'a, który porównał kryzys powtarzalności w nauce do kryzysu finansowego w 2008 roku. Od lat toczy się dyskusja w przemyśle farmaceutycznym na temat tego kryzysu. Większość prac na badanym polu, publikowana nawet w najlepszych standardach peer-review, okazała się niereplikowalna. W 2011 roku niemieccy naukowcy z koncernu Bayer przeprowadzili szeroko zakrojone studium, z którego okazało się, że ponad 75% publikacji nie przeszłoby próby podwójnej walidacji. W 2012 roku naukowcy z koncernu farmaceutycznego Amgen opublikowali badania, gdzie wyselekcjonowali 53, wydawałoby się najmocniej walidowane prace naukowe, następnie próbowali je wszystkie replikować. Jedynie w 6 przypadkach - 11%, to się udało. Niestety nawet w tak mocnej dziedzinie jak astrofizyka, niektóre kluczowe prace z wysokim indeksem sigma, również mają problem z walidacją. Wspomnę też o polu psychologii eksperymentalnej, gdzie okazało się, że większość publikowanych prac jest niereplikowalna. Okazało się, że 2/3 publikacji w topowych żurnalach w tej dziedzinie, jest niereplikowalna. Czasem zła atmosfera w zakładzie farmaceutycznym potrafi wpłynąć na jakość produkcji leku i jest to znany efekt, zależnie od tego kto na ile w branży, przykłada do tego wagę.